9 lip 2012

Rozdział XI

Gdybym mogła cofnąć czas… To jedyne czego pragnę. Popełniłam błąd. Wiem o tym. Nie zmienię tego co się stało. Nie mogę wymagać teraz ich miłości. Mają już rodziców. Prawdziwych. Nie zepsuję tego. Żałuję. Nic to jednak nie zmieni. Może kiedyś poznają prawdę. Nie wiem czy to dobrze. Nie chce im zniszczyć życia. Chcę żeby byli szczęśliwi. Dlatego zostanę tutaj. Zostanę dopóki nie stanę się zbyt samotna. Może później wyjadę. Może wrócę do Ameryki. Nie wiem. Zbyt wiele się wydarzyło. Zbyt wiele popełniłam błędów. Teraz niczego nie jestem pewna. Przepraszam…

~ ~ ~

- Co czytasz?- spytał Phil siadając obok Olivii.
- Pamiętnik mamy. Znalazłam go w jej domu w Stanach. To napisała jeszcze tutaj.
- Jesteś pewna, że tutaj?
- Tak. Mój ojciec jeszcze żył. Dlaczego pytasz? Wiesz coś jeszcze?
- Wiem tylko, że mieli też dom na Sycylii. Ten wynajęli mojemu ojcu. Gdy twój tata zachorował przyjechali z powrotem, by go wyleczyć. Mieszkali tu do jego śmierci. Później nie wiem gdzie wyjechała twoja matka.
- Na Sycylii. Nic o tym nie wiedziałam.
- Domyślam się. Ale chodź teraz ze mną. Muszę ci coś pokazać.

Mówiąc to, wziął ją za rękę i zaprowadził na strych. Zastali tam bardzo opłakana stan. Tumany kurzu wznosiły się w powietrze przy każdym najmniejszym ruchu. Stare pudła były szare i brudne. Kilka zdechłych myszy i szczurów wydzielało niezbyt przyjemny zapach. Wzięli się do sprzątania. Musieli jakoś zająć swój czas, by nie myśleć o tym wszystkim. Odkurzyli, umyli okna, zerwali ze ścian stare tapety. Pudła ułożyli obok siebie. Postanowili wszystkie opisać, by wiedzieć co się w nich znajduje. W pierwszym znaleźli ubrania damskie, w drugim męskie, w trzecim tysiące fotografii, w czwartym pocztówki z różnych zakątków świata. W kolejnym zaś znajdowały się dokumenty, m.in. historia choroby Juana- ojca Ovi. Nie chcieli tego czytać. Co prawda Phil był lekarzem, jednak Olivia nie chciała znać szczegółów. Bała się poznać całą prawdę. Tak jak bała się tu przyjechać, zrobić kolejny krok w stronę poznania samej siebie. Odłożyli więc karton podpisując: Dokumenty. Zajrzeli do następnego, gdzie na samym spodzie leżał wyblakły czerwony zeszyt z pięknym odręcznym napisem na okładce: Mój drogi pamiętniku… Wyjęli go ostrożnie, zdmuchnęli kurz i otworzyli. Ovi zaczęła czytać pierwszą stronę:

„Zacznę od tego, że wróciliśmy właśnie do Toskanii. To miejsce wywołuje tyle wspomnień. Greg był tak miły i pozwolił nam zamieszkać razem z nim. Wiem, że to nasz dom, jednak już tego nie czuję. Juan jest bardzo słaby. Choruje. Nie wiem na co. Nie chcą mi powiedzieć. Może to i lepiej. Boję się o niego. Od dawna wiem, że to kwestia kilkunastu miesięcy. Pogodziłam się już z tym. Jednak nadal mam jakąś nadzieję, że zabiorę go jeszcze do Karoliny. Tak bardzo tego chce. Pamiętnik zostawiłam w domu- na Sycylii. Wrócę tam dopiero gdy wszystko będzie dobrze. Teraz nie mogę. Może wtedy go zabiorę i zacznę znowu pisać. Ty będziesz tymczasowy, ale równie mi bliski. Tobie jednemu mogę powierzyć teraz moje myśli, marzenia i sekrety. Wrócę do ciebie, gdy coś się wydarzy. Ciao…”

- Miałeś rację. Nigdy nie pisała dat. To dlatego- zaczęła Olivia.- w takim razie ja mam ten pamiętnik, który zostawiła w…
- W Graniti- pomógł jej Phil.- To tam mieli dom.
- Czyli znam tylko to co było przed chorobą ojca i po jego śmierci.
- Chory był od dłuższego czasu. Wtedy jego stan zaczął się  pogarszać.
- Ale jak to było z nimi. Kiedy przestali podróżować. Dom mieli długo. Wracali tu każdego lata. Ale dlaczego nagle zamieszkali tu, a później w Graniti?
- Nie wiem tego. Jestem tylko synem lekarza Juana. Nie pamiętam dużo. Pamiętam ich powrót, chorobę. Nic więcej. To było 10 lat temu!
- Przepraszam. Rozumiem cię. Za dużo od ciebie oczekuję.
- Nic się nie stało. Wiem, że to trudne dla ciebie. A właśnie… Gdzie jest Jeremy. Nie widziałem go od śniadania.
- Ja też. Zajęliśmy się tym strychem. Zapomniałam o nim.

Pobiegli szybko na ogród. Olivia poszła do jego pokoju. Nie było go w basenie, w pokoju, w łazience. Samochód stał na podjeździe. Wziął jednak rower. Gdzie on mógł pojechać- myślała Ovi. Nie znał okolicy. Telefon zostawił na stole w kuchni. Nic się nie zmienił. Często znikał na całe dnie. Wychodził z domu bez dokumentów, telefonu, nawet kluczy. Olivia pamięta to jeszcze ze wspólnych wakacji i czasów, kiedy zostali sami. Miała właśnie iść na studia. Wtedy doszło do wypadku. Została więc w Karolinie do czasu uzyskania pełnoletniości przez Jerry’ego. Potem wyjechała do Nowego Jorku. Skończyła studia, dostała wymarzoną pracę, kupiła duży apartament, który sama zaprojektowała, samochód, jaki zawsze chciała mieć. Wszystko było w porządku do dnia, w którym poznała Charliego, wracała nocą do domu, dostała telefon od Vicky i dowiedziała się o wypadku brata. Ta data zmieniła wszystko. Dlatego teraz boi się o Jeremy’ego jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Nie chce go znowu stracić na tak długi czas z oczu. Chce być jego siostrą w pełnym tego słowa znaczeniu.

- Już jestem!- usłyszeli donośny głos Jerry’ego.
- Gdzie ty byłeś?! Martwiłam się!- wykrzyknęła od razu Olivia.
- Pojechałem na mały rekonesans. Znalazłem najbliższy sklep, pocztę, kwiaciarnię, serwis rowerowy. Właśnie… Naprawiłem ci przerzutki Phil.
- Dzięki. Ale nie mogłeś spytać mnie? Znam tę okolicę- odrzekł Phil.
- Mogłem. Ale chciałem się czymś zająć.
- Mogłeś chociaż powiedzieć gdzie idziesz. Albo wziąć ze sobą telefon- wybuchła Ovi.
- Krzyczałem. Nie słyszeliście mnie. Telefon mam rozładowany, więc na nic mi by się przydał. A wam na lodówce przykleiłem kartkę.
- Na lodówce? Jasne. Zawsze tak robiłeś, a ja nigdy nie zwracałam na to uwagi. Przepraszam.
- Nie masz za co. To ja zniknąłem, a ty się po prostu o mnie bałaś. To miłe.
- Normalne.
- Wiem wiem. Też cię kocham. Ale teraz już się położę, bo wykończyła mnie ta wycieczka. Dobranoc- pożegnał się Jeremy.
- Dobranoc- odpowiedzieli zgodnym chórem i także udali się do swoich sypialni.


20 cze 2012

Rozdział X


-Jak tu pięknie...
-Masz rację.
-Mogłabym tu zostać na zawsze...
~~~
-Spakowany?!- krzyknęła Ovi
-Tak. Już biegnę.- rzucił Jerry
-Za 3 godziny mamy samolot. Boisz się?
-Samolotu? Oczywiście, że nie.
-Pytałam o poznanie prawdy.
-Lepsza najgorsza prawda od życia w niepewności.
-To ruszamy.
~~~
Na lotnisku czekała na nich Jill. Przyjechała pożegnać się i przyniosła kilka drobizgów z domu. Powinny im się przydać w poznaniu historii. Samolot wystastował z lekkim opóźnieniem. Oboje zasnęli. Nie wiedzieli więc jak długo lecą. Na miejscu byli późnym popołudniem. Wynajęli samochód w pobliskiej wypożyczalni. Garbusa. Ovi zawsze bardzo chciała taki mieć, choć na pierwszym miejscu stało MINI. Teraz spełniła swoje marzenie. Lecz to nie wszystko. Do szczęścia potrzebuje jeszcze prawdy o sobie. Autem pojechali w stronę Toskanii. Wylądowali w Rzymie, więc czekała ich około 3-godzinna jazda na północ kraju. Jechali wybrzeżem. Zatrzymali się na chwilę, by kupić coś do jedzenia. Zjedli. Wypili. Ruszyli dalej. Dojechali do Castagneto Carducci. Według wskazówek z pamiętnika Sophie. W domu zastali młodego mężczyznę. Nie do końca wiedzieli kto to, lecz wyjaśnił, że jest synem lekarza ich ojca.
-Jestem Phil. Mój ojciec leczył waszego.
-Miło mi. Jestem Olivia, a to Jeremy. Ty wiesz kim my jesteśmy.
-Wiem. Dostałem za zadanie zarządzać tym domem do waszego powrotu. Przykro mi, że dopiero teraz poznaliście prawdę.
-Jeszcze jej nie poznaliśmy. Niestety. Ale mam nadzieję, że nam w tym pomożesz. To dopiero początek.
-Znacie włoski? Czy mamy rozmawiać po angielsku?
-Znamy. Ale ty jesteś brytyjczykiem z tego co wiem, więc mówmy po angielsku.
-Bene.
~~~
Dla Olivii dzień zaczął się wcześnie. Obudziła się w nowym miejscu. Nie pamiętała do końca gdzie jest. Śnił jej się Nowy Jork i ta noc, gdy dowiedziała się o wypadku. Teraz było wcześnie rano. Zmiana czasu nie wpłynęła na nią pozytywnie. Przywyczai się. Usiadła na łóżku. Była całkiem wypana. Zeszła na dół. Z trudem przypomniała sobie gdzie jest kuchnia czy łazienka. Na szczęście dom nie był skomplikowany, aczkolwiek duży. Nalała sobie szklankę zimnej wody. Wzięła prysznic. Wyszła przed dom. Wspięła się na wzgórze i spojrzała na Toskanię. Ten widok był nieziemski.
-Jak tu pięknie...- westchnęła
-Masz rację.- odparł za nią Phil
-Mogłabym tu zostać na zawsze...

27 maj 2012

Rozdział IX


Zdjęcie nie dawało Olivii spokoju. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ale na razie nie miała na to czasu. Minęło już sporo czasu od przyjazdu do Karoliny. Praca stanęła w miejscu. Stała się czymś nieważnym, tak jak całe życie przed wyjazdem.
Dwa dni temu zadzwonił do niej prezes firmy, w której pracowała. Postawił jej ultimatum: albo praca albo rodzina. Dał jej tydzień.
~ ~ ~
-Mam zaległy urlop. W takim razie wybieram się na długie wakacje.- odpowiedziała po tygodniu Olivia.
-No coż. Muszę przystać na twoje warunki. Masz do tego prawo. Ile czasu potrzebujesz?
-Umówmy się na razie na 3 tygodnie. Licząć oczywicie do urlopu tylko dni pracy, czyli 15.
-Zgoda. A co dalej? Masz jakiś plan?
-Nie. Po raz pierwszy w życiu improwizuję. Zobaczę co będzie. Może wrócę, może poproszę o pracę w domu. Może nawet zrezygnuję.
-Nie chciałbym do tego dopuścić. Jesteś tu bardzo potrzebna.
-Dziękuję, ale to nie zależy tylko ode mnie.
-Mam jednak nadzieję, że nie podejmiesz zbyt pochopnej decyzji.
-Postaram się cię nie zawieść.
-W takim razie udanego urlopu.
-Dziękuję. Będziemy w kontakcie.
~ ~ ~
Zdjęcie znów stało się zmorą Olivii. Jaka to data? O co w tym wszystkim chodzi? Spontaniczność jest jedynym wyjściem. Dlatego też szybko podjęła decyzję.
~ ~ ~
-Wyjeżdżam.- oznajmiła następnego dnia przy śniadaniu Olivia.
-Ale gdzie? Jak to? Teraz? Kiedy?- zdziwił się Jeremy.
-Po kolei... Jadę do Włoch. Do Toskani. Jedź ze mną. Za 3 dni. Znalazłam już samolot.
-Wariatka.
-Odezwał się. To się nazywa spontaniczność.
-Nie przesadzasz. Co masz zamiar tam robić? Nikogo tam nie znasz.
-Dlatego jedziesz ze mną. Chcę się czegoś o nas dowiedzieć. Jest tam pewien chłopak, który opiekuje sie domem rodziców. Muszę z nim porozmawiać. Znam włoski bardzo dobrze. Muszę. Nie chcesz wiedzieć czegoś o sobie?
-Chcę...
-Więc...
-Jadę z tobą.
-I o to chodzi. Pakuj się. Lecimy za 3 dni do Europy na podbój własnej historii.

4 kwi 2012

Rozdział VIII


„Co tam może być?”- myślała Olivia wracając od Charliego. Bardzo chciała, by zawartość pudła pomogła jej w rozwiązaniu tej całej rodzinnej zagadki. Wiedziała już, że podróż do Toskanii jest niezbędnym elementem. Ale co jeżeli okaże się, że leciała za ocean na marne? Musiała mieć więcej wskazówek, pomocy. List dał jej dużo, lecz co skrywa pudło pod tą ogromną czerwoną przykrywką…
Gdy doszła do domu było już po 1 w nocy. Jeremy zerwał się na równe nogi gdy tylko usłyszał siostrę przekraczającą próg domu.
-Gdzie ty byłaś?? Martwiłem się. Bardzo…
-Spokojnie. Byłam u Charliego. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałam. Mogłeś zadzwonić.
-I dzwoniłem. Ale zostawiłaś telefon w domu.
-No tak. Zupełnie straciłam głowę. To wszystko jest takie trudne i skomplikowane. Chcę odpocząć, ale to nie daje mi spokoju ani na chwilę.
-Rozumiem cię. Też nie mogę przestać o tym myśleć. Co to za pudło?
-Znalazłam na strychu. Należało do Sophie. Chcę przejrzeć te rzeczy. Może nam pomogą.
-Dobrze. Zostaw to jednak na jutro. Jest późno. Powinnaś się położyć i odpocząć.
-Dobranoc.
-Dobranoc.
~ ~ ~

Następny dzień miał odkryć kolejne tajemnice. Czerwone pudło czekało i przyciągało wzrok. Olivia wstała z łóżka i nie jedząc śniadania zabrała się do poznawania rodzinnych ciekawostek. Jednak nie było to takie proste jak mogło się wydawać. Nie mowa tu o problemach z otworzeniem. Ta część poszła bardzo szybko. Chodzi tu raczej o zawartość skrzyni. Każdy element był bardzo zagadkowy. Nic nie było jasne i przejrzyste. Tajemnica goniła tajemnicę.

~ ~ ~

- I jak siostra? Znalazłaś cos interesującego?- zapytał Jeremy gdy tylko Olivia weszła do kuchni.
-Tak. Sporo rzeczy. Ale znowu muszę myśleć nad ich sensem. To jest takie poplątane.- westchnęła zrezygnowana
-Nie martw się. Pomogę ci. Ale najpierw coś zjedz. Zrobiłem ci śniadanie na lepsze myślenie.
-Dzięki. Chociaż powinno być odwrotnie. Dopiero co wyszedłeś ze szpitala.
-Czuję się już dobrze. Za to ty nie wyglądasz najlepiej. Zjedz, wypij kawę i wszystko mi opowiesz.

~ ~ ~

Pamiętnik, niewysłane listy, mapy, pocztówki, stare zdjęcia. I co z tym zrobić? Olivia ciągle zadawała sobie to pytanie. Postanowiła zacząć od pamiętnika.

-Z niego najwięcej powinnam się dowiedzieć.
-Masz rację- przytaknął Jeremy- no to do dzieła.
-Przeczytam to wieczorem. Spójrz na to zdjęcie.
-Już je gdzieś widziałem. Zaczekaj chwilę.

Po 2 minutach Jeremy wrócił do pokoju niosąc w ręku fotografię z kuchni.
-Właśnie. To jest to samo zdjęcie- zdziwiła się Ovi- Ale widziałam je gdzieś jeszcze.
Wyciągnęła z torby laptopa. Szukała aż znalazła. Zdjęcie, które zrobiła w drodze do Jerry’ego. Widniało na nim to samo miejsce co na dwóch pozostałych. Nie mogła tego zrozumieć. Zbieg okoliczności? Może wręcz przeciwnie. Odwróciła fotografię znalezioną w skrzyni i przeczytała: „W dniu, w którym podjęłam najtrudniejszą decyzję życia… właśnie tam”. Co to znaczy? Jaka decyzja? Była też data. 23… chyba kwietnia… roku nie widać. Rozmazało się. I kolejna zagadka do rozwikłania…

24 sie 2011

Rozdział VII

"Wiem, że list napisany w pośpiechu niczego nie załatwi. Ale musisz wiedzieć, że zrezygnowanie z rodziny i tego co było mi dane, to był największy błąd mojego życia. I choć kiedy to zrozumiałam, chciałam naprawić całe zło, nie potrafiłam przyznać się do błędu i zrobić tego pierwszego kroku. Nie potrafiłam spojrzeć Wam w oczy i powiedzieć, że jestem Waszą matką. To bolałoby i mnie, i Was. I teraz gdy piszę ten list nie wiem co jest lepsze: słowa napisane czy słowa wypowiedziane kilka lat temu. Ale na pewno wiem jedno: że bardzo żałuję tych lat, które mogłam spędzić z wami i że bardzo Was PRZEPRASZAM.
Zapomniałabym o najważniejszym. Toskania. Chcę, choć nie wiem czy powinnam tego wymagać, żebyście tam pojechali. Może wtedy coś zrozumiecie. Przecież uczyliście się włoskiego...
Którejś nocy w Toskanii
o drugiej w nocy w Toskanii
w miasteczku na szczycie wzgórza
Castagneto Carducci

Półksiężycowej nocy w Toskanii
gorącej nocy w Toskanii
kiedy już wszystko ucichło
w Castagneto Carducci

kiedy już miasto spało
kiedy powietrze stało
nagle
bezszelestnie jak anioł
biała jak anioł
ze skrzydłami jak anioł
wprost na mnie
do mnie
wielka
miękka
sowa

przysiadła
popatrzyła mi w oczy
i odleciała

może spłoszyłam ją bezgłośnym krzykiem zdziwienia
może to jakiś znak którego nie umiem odczytać
może jestem jedynym człowiekiem który widział
śnieżną sowę
z dalekiej Syberii
w księżycową toskańską noc

Naprawdę przeżyłam coś takiego. Napisałam ten wiersz, a gdy przeczytałam go setny raz zrozumiałam, że sowa rzeczywiście dała mi znak, tylko, że dopiero wtedy go zrozumiałam, za tym setnym razem. Zrozumiałam, że muszę tu wrócić. Do Was...
Wasza Sophie"

"I co ja mam teraz zrobić. Wskazówki. Jakie wskazówki. Castagneto Carducci. Toskania. Dom. Za dużo!!!" Olivia siedziała właśnie na ogrodzie pośród swoich ulubionych bonsai. To było miejsce gdzie zawsze myślała o trudnych sprawach, nawet w dzieciństwie. Teraz nie miała lepszego pomysłu jak rozwiązać tą całą zagadkę. Postanowiła pojechać do domu Sophie.
~ ~ ~
-Witaj- przywitał ją w progu Charlie.
-Hej- odpowiedziała- Chciałam z Tobą porozmawiać o tym domu.
-Jasne. Wejdź.
Usiedli na tarasie. Charlie przygotował włoską granitę. Rozmawiali bardzo długo.
-Czyli gdy kupiliście ten dom z Jill...
-To znaleźliśmy list. Był zaadresowany do was. Do waszego rodzinnego domu. Postanowiliśmy was odnaleźć. Dlatego się u ciebie zatrudniłem i dlatego Jill przyjechała do Jeremy'ego do szpitala.
-Teraz rozumiem. Mam jeszcze jedną prośbę.
-Tak.
-Czy mogłabym wejść na strych? Myślę, że mogę tam coś znaleźć.
-Jasne. Nie ma sprawy.
Siedziała na strychu do późnej nocy. Przeszukała wszystkie pudła, wszystkie skrzynie i półki zapchane starymi książkami. Była wykończona. Odsunęła od ściany ostatnie pudło i... zobaczyła drzwiczki. Były wielkości jak dla psa czy kota. Otworzyła je. W środku było duże czerwone pudło z napisem SOPHIE'S LIFE. Wyjęła je ze skrytki i wzięła ze sobą. Podziękowała Charliemu i pojechała do domu. Następnego dnia wszystko bowiem miało się wyjaśnić.

11 lip 2011

Rozdział VI

-Która godzina?- spytała zaspana Olivia
-Po 13.- odpowiedział Jeremy- Długo spałaś. Nie chciałem cię budzić.
-A powinieneś. Teraz nie obudzęsię do końca dnia…
Jerry spojrzał na nią zasmucony.
-No przecież żartuję.- zaśmiała się- Ale kawę możesz mi zrobić. Proszę.
~ ~ ~
Dzień był słoneczny. Taki jak ten pamiętny- majowy. Od urodzin Ovi minęły już 2 miesiące. Od tamtej pory nie zajrzała ponownie do listu od matki, choć po tamtych wydarzeniach miała szansę go zrozumieć. Chciała jednak jedynie zapomnieć.
~ ~ ~
Good morning Mr. Sunshine
You brighten up my day
Come sit beside me in your way
I see you every morning
Outside the restaurant
The mousic plays so nonschalant
Lonely days, lonely nights
-Graj dalej- odezwał się nagle Jeremy
-Nie mogę odpowiedziała Ovi i rozpłakała się
-Dlaczego?
-Ta piosenka przypomina mi naszych rodziców- tych zastępczych... Jak mam ich inaczej nazwać? To brzmi tak bez serca. Ta piosenka ma serce... Nie wiem co mówię. Przepraszam.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Tylko spróbuj jeszcze raz przeczytać ten list od... mamy.
-O nie. Chcę zapomnieć!
-Proszę. Wolę wiedzieć kim jestem i myślę, że ty też chcesz poznać prawdę tylko nie potrafisz tego przyznać, bo myślisz, że inni uznają, że nie kochałaś rodziców... zastępczych.
-Może masz rację...
~ ~ ~
Tak trudno zrozumieć słowa, których nigdy nie usłyszałeś, tylko dostałeś na papierze. A w dodatku słowa osoby, której nie znasz, a raczej nie pamiętasz. Słów prostych, a za razem trudnych do zdefiniowania, dlatego że pozornie nie mają duszy...

29 maj 2011

Rozdział V

-Pamiętaliście! Ja sama zapomniałam.- powiedziała wzruszona Olivia.
-Nie da się zapomnieć. To w końcu twoje urodziny.- stwierdziła Vicky.
-A ty po tym całym wypadku... pamiętałeś- zwróciła się Ovi do Jeremy'ego.
-Nie. Przysłali mi przypomnienie z facebook'a.- odparł.
-Bardzo śmieszne.- odpowiedziała Olivia i chcąc nie chcąc uśmiechnęła się.
Dzień był przepiękny. Z resztą jak każde majowe urodziny Ovi. Jeremy postanowił, więc zorganizować najwspanialsze urodziny- niespodziankowe urodziny.
-Spójrz na zegarek- powiedział do siostry- i zapamiętaj godzinę. Czeka bowiem na ciebie kolejna niespodzianka- za 2 godziny. Teraz zapraszamy cię na śniadanie na trawie.
-Wariaci- stwierdziła.
Na śniadaniu oprócz Olivii, Jeremy’ego i Vicky były tylko śpiewające ptaki i szum wiatru. Siedzieli w cieniu drzewa, ponieważ o godz. 1230 łatwo było o udar słoneczny. Olivia postanowiła zrobić kilka pamiątkowych zdjęć. Fotografia to w końcu jej pasja. Od razu odtworzyła je w komputerze i wszyscy razem je obejrzeli. Patrząc na zdjęcia przypominali sobie czasy za życia państwa Mars. Zdawało się jakby to wszystko było tak niedawno, a minęło już 8 lat.

~ ~ ~

Dochodziła już 1300 . Za pół godziny miała zostać „odpakowana” kolejna niespodzianka. Olivia nie mogła się doczekać.
-Za 15 minut przy samochodzie!- krzyknął Jeremy.-
-Ale dlaczego?- spytała Ovi.
-Niespodzianka…
Wyjechali punktualnie, lecz solenizantka nie miała pojęcia, gdzie ją wywożą, ponieważ zasłonięto jej oczy. Było upalnie. Dlatego też gdy dojechali na miejsce Ovi wiedziała, gdzie są. Byli na ich ulubionej plaży. Nic się nie zmieniło przez te 8 lat.
-To jest ta niespodzianka?- spytała zaciekawiona
-Jeszcze nie siostrzyczko. Za chwileczkę. Zawsze byłaś niecierpliwa…
W tym momencie usłyszała znajomy głos. To był Lucas. Jej najlepszy przyjaciel przyjechał tu prosto z Florydy. Nie widziała go już ponad rok. Obydwoje wpadli sobie w ramiona. To „niespodziewane” spotkanie było rzeczywiście genialnym pomysłem Jerrego. Lecz to przecież nie mógł być koniec. W niespodziankę numer 2 zaliczał się jeszcze piknik na plaży. Ale co to za piknik, kiedy każdy siedzi w miejscu i je? Nie obeszło się więc bez ganiania się, sypania się piaskiem, skakania przez fale.
Tak minęły im kolejne 2 godziny. Morska bryza była coraz silniejsza. Słońce schodziło coraz niżej. Nagle za plecami Olivii pojawiła się Jill.
-Cześć. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, ale praca prawnika wymaga wielu poświęceń. Rozumiesz- praca w sobotę.
-To ty jesteś prawnikiem? Nic o tym nie wiedziałam. To dlatego ta cała sprawa z „rodzicami”…
-Też. Ale nie mówmy teraz o tym. W końcu są twoje urodziny.
Wybiła właśnie 1530.  Przyszedł czas na niespodziankę No 3.

~ ~ ~

-Nigdy nie byłam na morzu. Znaczy się nigdy tak daleko od brzegu.
-Ale boisz się?
-Nie.
Trzecią niespodzianką był rejs statkiem. Olivia nigdy nie była na morskich wodach. Co prawda jej ojciec był marynarzem, ale nigdy nie zabierał dzieci. Dlatego też ten rejs tak bardzo jej go przypominał. Była jednak szczęśliwa, że mogła poczuć to, co kochał w swojej pracy jej tata.
-I jak? Podoba się?- wyrwał ją z zamyślenia Jerry.
-Tak tak. Bardzo. Dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś. Nigdy nie myślałam, że w ciągu jednego dnia może wydarzyć się tak wiele. Dziękuję.
Miała teraz dużo czasu by zastanowić się nad słowami listu od matki. Nadal ich nie rozumiała…

~ ~ ~

-Nie chcę przeszkadzać- odezwał się Luc- ale chyba powinniśmy porozmawiać.
-Tak. Masz rację. Przepraszam.- odparła Ovi.
-Nie masz za co. Wiem, że teraz dużo się dzieje. Chciałem zapytać czy mogę jakoś pomóc. Nie myśl, że przez ten rok nie myślałem o tobie. Brakowało mi ciebie. Naprawdę.
-To miłe- odrzekła i wtuliła się w niego.
Siedzieli tak i patrzyli na słońce, które zaraz miało zniknąć za linią morza. Nie myśleli o niczym ważnym. Po prostu byli.
-Ej. Zakochana para.- krzyknął Jerry- zaraz będziemy na miejscu.
-Na miejscu? To znaczy gdzie?- zdziwiła się Olivia.
-Minęły 2 godziny…

~ ~ ~

Zatrzymali się przy domowym molo. Wysiedli i udali się w kierunku domu, do którego należała przystań. Olivia nie wiedziała o co chodzi. Nie chciała jednak pytać, bo wiedziała, że to niespodzianka.
-Jesteśmy.- powiedział Jeremy, kiedy weszli na ogród.
-Ale po co tu przyszliśmy?- zapytała Ovi.
-Cierpliwości…
W tym momencie z domu wyszedł Charlie.
-Ale co ty tu robisz?- wykrzyknęła ze zdziwienia Olivia
-Daj mi chwilę. Proszę.
-Dobra, mów.
-Wejdźcie. Zrobię coś do picia.

~ ~ ~

-I tak to wygląda. Wiem, że trudno to zrozumieć, ale widocznie nie mogli inaczej.- skończył opowieść Charlie.
-Nie mogli?! Oczywiście, że mogli! Nie chcieli! A ja już miałam im wybaczyć…
-Olivia, zrozum. Dowiedzieliśmy się o tym miesiąc temu. Pomyśl co by było, gdybyś się nie dowiedziała.- próbowała wytłumaczyć Jill.
-Myślę, że byłoby mi łatwiej. Przecież wszystko było dobrze. Miałam rodziców, brata, dom, wszystko. Po co wiedzieć, że moi prawdziwi rodzice przez pół mojego życia mieszkali kilkanaście minut drogi dalej?!- krzyknęła i wybiegła z płaczem.
Za nią wybiegł Lucas. Podszedł do niej, przytulił i uspokoił.

~ ~ ~

Po tak emocjonującym dniu Olivia zasnęła momentalnie. W głowie miała jedno pytanie: Dlaczego?.