27 maj 2012

Rozdział IX


Zdjęcie nie dawało Olivii spokoju. Nie wiedziała co o tym myśleć. Ale na razie nie miała na to czasu. Minęło już sporo czasu od przyjazdu do Karoliny. Praca stanęła w miejscu. Stała się czymś nieważnym, tak jak całe życie przed wyjazdem.
Dwa dni temu zadzwonił do niej prezes firmy, w której pracowała. Postawił jej ultimatum: albo praca albo rodzina. Dał jej tydzień.
~ ~ ~
-Mam zaległy urlop. W takim razie wybieram się na długie wakacje.- odpowiedziała po tygodniu Olivia.
-No coż. Muszę przystać na twoje warunki. Masz do tego prawo. Ile czasu potrzebujesz?
-Umówmy się na razie na 3 tygodnie. Licząć oczywicie do urlopu tylko dni pracy, czyli 15.
-Zgoda. A co dalej? Masz jakiś plan?
-Nie. Po raz pierwszy w życiu improwizuję. Zobaczę co będzie. Może wrócę, może poproszę o pracę w domu. Może nawet zrezygnuję.
-Nie chciałbym do tego dopuścić. Jesteś tu bardzo potrzebna.
-Dziękuję, ale to nie zależy tylko ode mnie.
-Mam jednak nadzieję, że nie podejmiesz zbyt pochopnej decyzji.
-Postaram się cię nie zawieść.
-W takim razie udanego urlopu.
-Dziękuję. Będziemy w kontakcie.
~ ~ ~
Zdjęcie znów stało się zmorą Olivii. Jaka to data? O co w tym wszystkim chodzi? Spontaniczność jest jedynym wyjściem. Dlatego też szybko podjęła decyzję.
~ ~ ~
-Wyjeżdżam.- oznajmiła następnego dnia przy śniadaniu Olivia.
-Ale gdzie? Jak to? Teraz? Kiedy?- zdziwił się Jeremy.
-Po kolei... Jadę do Włoch. Do Toskani. Jedź ze mną. Za 3 dni. Znalazłam już samolot.
-Wariatka.
-Odezwał się. To się nazywa spontaniczność.
-Nie przesadzasz. Co masz zamiar tam robić? Nikogo tam nie znasz.
-Dlatego jedziesz ze mną. Chcę się czegoś o nas dowiedzieć. Jest tam pewien chłopak, który opiekuje sie domem rodziców. Muszę z nim porozmawiać. Znam włoski bardzo dobrze. Muszę. Nie chcesz wiedzieć czegoś o sobie?
-Chcę...
-Więc...
-Jadę z tobą.
-I o to chodzi. Pakuj się. Lecimy za 3 dni do Europy na podbój własnej historii.

4 kwi 2012

Rozdział VIII


„Co tam może być?”- myślała Olivia wracając od Charliego. Bardzo chciała, by zawartość pudła pomogła jej w rozwiązaniu tej całej rodzinnej zagadki. Wiedziała już, że podróż do Toskanii jest niezbędnym elementem. Ale co jeżeli okaże się, że leciała za ocean na marne? Musiała mieć więcej wskazówek, pomocy. List dał jej dużo, lecz co skrywa pudło pod tą ogromną czerwoną przykrywką…
Gdy doszła do domu było już po 1 w nocy. Jeremy zerwał się na równe nogi gdy tylko usłyszał siostrę przekraczającą próg domu.
-Gdzie ty byłaś?? Martwiłem się. Bardzo…
-Spokojnie. Byłam u Charliego. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałam. Mogłeś zadzwonić.
-I dzwoniłem. Ale zostawiłaś telefon w domu.
-No tak. Zupełnie straciłam głowę. To wszystko jest takie trudne i skomplikowane. Chcę odpocząć, ale to nie daje mi spokoju ani na chwilę.
-Rozumiem cię. Też nie mogę przestać o tym myśleć. Co to za pudło?
-Znalazłam na strychu. Należało do Sophie. Chcę przejrzeć te rzeczy. Może nam pomogą.
-Dobrze. Zostaw to jednak na jutro. Jest późno. Powinnaś się położyć i odpocząć.
-Dobranoc.
-Dobranoc.
~ ~ ~

Następny dzień miał odkryć kolejne tajemnice. Czerwone pudło czekało i przyciągało wzrok. Olivia wstała z łóżka i nie jedząc śniadania zabrała się do poznawania rodzinnych ciekawostek. Jednak nie było to takie proste jak mogło się wydawać. Nie mowa tu o problemach z otworzeniem. Ta część poszła bardzo szybko. Chodzi tu raczej o zawartość skrzyni. Każdy element był bardzo zagadkowy. Nic nie było jasne i przejrzyste. Tajemnica goniła tajemnicę.

~ ~ ~

- I jak siostra? Znalazłaś cos interesującego?- zapytał Jeremy gdy tylko Olivia weszła do kuchni.
-Tak. Sporo rzeczy. Ale znowu muszę myśleć nad ich sensem. To jest takie poplątane.- westchnęła zrezygnowana
-Nie martw się. Pomogę ci. Ale najpierw coś zjedz. Zrobiłem ci śniadanie na lepsze myślenie.
-Dzięki. Chociaż powinno być odwrotnie. Dopiero co wyszedłeś ze szpitala.
-Czuję się już dobrze. Za to ty nie wyglądasz najlepiej. Zjedz, wypij kawę i wszystko mi opowiesz.

~ ~ ~

Pamiętnik, niewysłane listy, mapy, pocztówki, stare zdjęcia. I co z tym zrobić? Olivia ciągle zadawała sobie to pytanie. Postanowiła zacząć od pamiętnika.

-Z niego najwięcej powinnam się dowiedzieć.
-Masz rację- przytaknął Jeremy- no to do dzieła.
-Przeczytam to wieczorem. Spójrz na to zdjęcie.
-Już je gdzieś widziałem. Zaczekaj chwilę.

Po 2 minutach Jeremy wrócił do pokoju niosąc w ręku fotografię z kuchni.
-Właśnie. To jest to samo zdjęcie- zdziwiła się Ovi- Ale widziałam je gdzieś jeszcze.
Wyciągnęła z torby laptopa. Szukała aż znalazła. Zdjęcie, które zrobiła w drodze do Jerry’ego. Widniało na nim to samo miejsce co na dwóch pozostałych. Nie mogła tego zrozumieć. Zbieg okoliczności? Może wręcz przeciwnie. Odwróciła fotografię znalezioną w skrzyni i przeczytała: „W dniu, w którym podjęłam najtrudniejszą decyzję życia… właśnie tam”. Co to znaczy? Jaka decyzja? Była też data. 23… chyba kwietnia… roku nie widać. Rozmazało się. I kolejna zagadka do rozwikłania…

24 sie 2011

Rozdział VII

"Wiem, że list napisany w pośpiechu niczego nie załatwi. Ale musisz wiedzieć, że zrezygnowanie z rodziny i tego co było mi dane, to był największy błąd mojego życia. I choć kiedy to zrozumiałam, chciałam naprawić całe zło, nie potrafiłam przyznać się do błędu i zrobić tego pierwszego kroku. Nie potrafiłam spojrzeć Wam w oczy i powiedzieć, że jestem Waszą matką. To bolałoby i mnie, i Was. I teraz gdy piszę ten list nie wiem co jest lepsze: słowa napisane czy słowa wypowiedziane kilka lat temu. Ale na pewno wiem jedno: że bardzo żałuję tych lat, które mogłam spędzić z wami i że bardzo Was PRZEPRASZAM.
Zapomniałabym o najważniejszym. Toskania. Chcę, choć nie wiem czy powinnam tego wymagać, żebyście tam pojechali. Może wtedy coś zrozumiecie. Przecież uczyliście się włoskiego...
Którejś nocy w Toskanii
o drugiej w nocy w Toskanii
w miasteczku na szczycie wzgórza
Castagneto Carducci

Półksiężycowej nocy w Toskanii
gorącej nocy w Toskanii
kiedy już wszystko ucichło
w Castagneto Carducci

kiedy już miasto spało
kiedy powietrze stało
nagle
bezszelestnie jak anioł
biała jak anioł
ze skrzydłami jak anioł
wprost na mnie
do mnie
wielka
miękka
sowa

przysiadła
popatrzyła mi w oczy
i odleciała

może spłoszyłam ją bezgłośnym krzykiem zdziwienia
może to jakiś znak którego nie umiem odczytać
może jestem jedynym człowiekiem który widział
śnieżną sowę
z dalekiej Syberii
w księżycową toskańską noc

Naprawdę przeżyłam coś takiego. Napisałam ten wiersz, a gdy przeczytałam go setny raz zrozumiałam, że sowa rzeczywiście dała mi znak, tylko, że dopiero wtedy go zrozumiałam, za tym setnym razem. Zrozumiałam, że muszę tu wrócić. Do Was...
Wasza Sophie"

"I co ja mam teraz zrobić. Wskazówki. Jakie wskazówki. Castagneto Carducci. Toskania. Dom. Za dużo!!!" Olivia siedziała właśnie na ogrodzie pośród swoich ulubionych bonsai. To było miejsce gdzie zawsze myślała o trudnych sprawach, nawet w dzieciństwie. Teraz nie miała lepszego pomysłu jak rozwiązać tą całą zagadkę. Postanowiła pojechać do domu Sophie.
~ ~ ~
-Witaj- przywitał ją w progu Charlie.
-Hej- odpowiedziała- Chciałam z Tobą porozmawiać o tym domu.
-Jasne. Wejdź.
Usiedli na tarasie. Charlie przygotował włoską granitę. Rozmawiali bardzo długo.
-Czyli gdy kupiliście ten dom z Jill...
-To znaleźliśmy list. Był zaadresowany do was. Do waszego rodzinnego domu. Postanowiliśmy was odnaleźć. Dlatego się u ciebie zatrudniłem i dlatego Jill przyjechała do Jeremy'ego do szpitala.
-Teraz rozumiem. Mam jeszcze jedną prośbę.
-Tak.
-Czy mogłabym wejść na strych? Myślę, że mogę tam coś znaleźć.
-Jasne. Nie ma sprawy.
Siedziała na strychu do późnej nocy. Przeszukała wszystkie pudła, wszystkie skrzynie i półki zapchane starymi książkami. Była wykończona. Odsunęła od ściany ostatnie pudło i... zobaczyła drzwiczki. Były wielkości jak dla psa czy kota. Otworzyła je. W środku było duże czerwone pudło z napisem SOPHIE'S LIFE. Wyjęła je ze skrytki i wzięła ze sobą. Podziękowała Charliemu i pojechała do domu. Następnego dnia wszystko bowiem miało się wyjaśnić.

11 lip 2011

Rozdział VI

-Która godzina?- spytała zaspana Olivia
-Po 13.- odpowiedział Jeremy- Długo spałaś. Nie chciałem cię budzić.
-A powinieneś. Teraz nie obudzęsię do końca dnia…
Jerry spojrzał na nią zasmucony.
-No przecież żartuję.- zaśmiała się- Ale kawę możesz mi zrobić. Proszę.
~ ~ ~
Dzień był słoneczny. Taki jak ten pamiętny- majowy. Od urodzin Ovi minęły już 2 miesiące. Od tamtej pory nie zajrzała ponownie do listu od matki, choć po tamtych wydarzeniach miała szansę go zrozumieć. Chciała jednak jedynie zapomnieć.
~ ~ ~
Good morning Mr. Sunshine
You brighten up my day
Come sit beside me in your way
I see you every morning
Outside the restaurant
The mousic plays so nonschalant
Lonely days, lonely nights
-Graj dalej- odezwał się nagle Jeremy
-Nie mogę odpowiedziała Ovi i rozpłakała się
-Dlaczego?
-Ta piosenka przypomina mi naszych rodziców- tych zastępczych... Jak mam ich inaczej nazwać? To brzmi tak bez serca. Ta piosenka ma serce... Nie wiem co mówię. Przepraszam.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. Tylko spróbuj jeszcze raz przeczytać ten list od... mamy.
-O nie. Chcę zapomnieć!
-Proszę. Wolę wiedzieć kim jestem i myślę, że ty też chcesz poznać prawdę tylko nie potrafisz tego przyznać, bo myślisz, że inni uznają, że nie kochałaś rodziców... zastępczych.
-Może masz rację...
~ ~ ~
Tak trudno zrozumieć słowa, których nigdy nie usłyszałeś, tylko dostałeś na papierze. A w dodatku słowa osoby, której nie znasz, a raczej nie pamiętasz. Słów prostych, a za razem trudnych do zdefiniowania, dlatego że pozornie nie mają duszy...

29 maj 2011

Rozdział V

-Pamiętaliście! Ja sama zapomniałam.- powiedziała wzruszona Olivia.
-Nie da się zapomnieć. To w końcu twoje urodziny.- stwierdziła Vicky.
-A ty po tym całym wypadku... pamiętałeś- zwróciła się Ovi do Jeremy'ego.
-Nie. Przysłali mi przypomnienie z facebook'a.- odparł.
-Bardzo śmieszne.- odpowiedziała Olivia i chcąc nie chcąc uśmiechnęła się.
Dzień był przepiękny. Z resztą jak każde majowe urodziny Ovi. Jeremy postanowił, więc zorganizować najwspanialsze urodziny- niespodziankowe urodziny.
-Spójrz na zegarek- powiedział do siostry- i zapamiętaj godzinę. Czeka bowiem na ciebie kolejna niespodzianka- za 2 godziny. Teraz zapraszamy cię na śniadanie na trawie.
-Wariaci- stwierdziła.
Na śniadaniu oprócz Olivii, Jeremy’ego i Vicky były tylko śpiewające ptaki i szum wiatru. Siedzieli w cieniu drzewa, ponieważ o godz. 1230 łatwo było o udar słoneczny. Olivia postanowiła zrobić kilka pamiątkowych zdjęć. Fotografia to w końcu jej pasja. Od razu odtworzyła je w komputerze i wszyscy razem je obejrzeli. Patrząc na zdjęcia przypominali sobie czasy za życia państwa Mars. Zdawało się jakby to wszystko było tak niedawno, a minęło już 8 lat.

~ ~ ~

Dochodziła już 1300 . Za pół godziny miała zostać „odpakowana” kolejna niespodzianka. Olivia nie mogła się doczekać.
-Za 15 minut przy samochodzie!- krzyknął Jeremy.-
-Ale dlaczego?- spytała Ovi.
-Niespodzianka…
Wyjechali punktualnie, lecz solenizantka nie miała pojęcia, gdzie ją wywożą, ponieważ zasłonięto jej oczy. Było upalnie. Dlatego też gdy dojechali na miejsce Ovi wiedziała, gdzie są. Byli na ich ulubionej plaży. Nic się nie zmieniło przez te 8 lat.
-To jest ta niespodzianka?- spytała zaciekawiona
-Jeszcze nie siostrzyczko. Za chwileczkę. Zawsze byłaś niecierpliwa…
W tym momencie usłyszała znajomy głos. To był Lucas. Jej najlepszy przyjaciel przyjechał tu prosto z Florydy. Nie widziała go już ponad rok. Obydwoje wpadli sobie w ramiona. To „niespodziewane” spotkanie było rzeczywiście genialnym pomysłem Jerrego. Lecz to przecież nie mógł być koniec. W niespodziankę numer 2 zaliczał się jeszcze piknik na plaży. Ale co to za piknik, kiedy każdy siedzi w miejscu i je? Nie obeszło się więc bez ganiania się, sypania się piaskiem, skakania przez fale.
Tak minęły im kolejne 2 godziny. Morska bryza była coraz silniejsza. Słońce schodziło coraz niżej. Nagle za plecami Olivii pojawiła się Jill.
-Cześć. Przepraszam, że nie mogłam wcześniej, ale praca prawnika wymaga wielu poświęceń. Rozumiesz- praca w sobotę.
-To ty jesteś prawnikiem? Nic o tym nie wiedziałam. To dlatego ta cała sprawa z „rodzicami”…
-Też. Ale nie mówmy teraz o tym. W końcu są twoje urodziny.
Wybiła właśnie 1530.  Przyszedł czas na niespodziankę No 3.

~ ~ ~

-Nigdy nie byłam na morzu. Znaczy się nigdy tak daleko od brzegu.
-Ale boisz się?
-Nie.
Trzecią niespodzianką był rejs statkiem. Olivia nigdy nie była na morskich wodach. Co prawda jej ojciec był marynarzem, ale nigdy nie zabierał dzieci. Dlatego też ten rejs tak bardzo jej go przypominał. Była jednak szczęśliwa, że mogła poczuć to, co kochał w swojej pracy jej tata.
-I jak? Podoba się?- wyrwał ją z zamyślenia Jerry.
-Tak tak. Bardzo. Dziękuję, że to dla mnie zrobiłeś. Nigdy nie myślałam, że w ciągu jednego dnia może wydarzyć się tak wiele. Dziękuję.
Miała teraz dużo czasu by zastanowić się nad słowami listu od matki. Nadal ich nie rozumiała…

~ ~ ~

-Nie chcę przeszkadzać- odezwał się Luc- ale chyba powinniśmy porozmawiać.
-Tak. Masz rację. Przepraszam.- odparła Ovi.
-Nie masz za co. Wiem, że teraz dużo się dzieje. Chciałem zapytać czy mogę jakoś pomóc. Nie myśl, że przez ten rok nie myślałem o tobie. Brakowało mi ciebie. Naprawdę.
-To miłe- odrzekła i wtuliła się w niego.
Siedzieli tak i patrzyli na słońce, które zaraz miało zniknąć za linią morza. Nie myśleli o niczym ważnym. Po prostu byli.
-Ej. Zakochana para.- krzyknął Jerry- zaraz będziemy na miejscu.
-Na miejscu? To znaczy gdzie?- zdziwiła się Olivia.
-Minęły 2 godziny…

~ ~ ~

Zatrzymali się przy domowym molo. Wysiedli i udali się w kierunku domu, do którego należała przystań. Olivia nie wiedziała o co chodzi. Nie chciała jednak pytać, bo wiedziała, że to niespodzianka.
-Jesteśmy.- powiedział Jeremy, kiedy weszli na ogród.
-Ale po co tu przyszliśmy?- zapytała Ovi.
-Cierpliwości…
W tym momencie z domu wyszedł Charlie.
-Ale co ty tu robisz?- wykrzyknęła ze zdziwienia Olivia
-Daj mi chwilę. Proszę.
-Dobra, mów.
-Wejdźcie. Zrobię coś do picia.

~ ~ ~

-I tak to wygląda. Wiem, że trudno to zrozumieć, ale widocznie nie mogli inaczej.- skończył opowieść Charlie.
-Nie mogli?! Oczywiście, że mogli! Nie chcieli! A ja już miałam im wybaczyć…
-Olivia, zrozum. Dowiedzieliśmy się o tym miesiąc temu. Pomyśl co by było, gdybyś się nie dowiedziała.- próbowała wytłumaczyć Jill.
-Myślę, że byłoby mi łatwiej. Przecież wszystko było dobrze. Miałam rodziców, brata, dom, wszystko. Po co wiedzieć, że moi prawdziwi rodzice przez pół mojego życia mieszkali kilkanaście minut drogi dalej?!- krzyknęła i wybiegła z płaczem.
Za nią wybiegł Lucas. Podszedł do niej, przytulił i uspokoił.

~ ~ ~

Po tak emocjonującym dniu Olivia zasnęła momentalnie. W głowie miała jedno pytanie: Dlaczego?.

22 mar 2011

Rozdział czwarty

-NAPRAWDĘ NIE MOŻNA TROCHĘ... ciszej...
-Niespodzianka!!! 

~ ~ ~

Mniej więcej 4 dni po przyjeździe Olivii do Columbii, Jeremy'ego wypisano ze szpitala. Postanowili pojechać do ich rodzinnego domu w Garden City. Chociaż teraz nie wiadomo czy "rodzinnego". Ale jak go inaczej nazwać. Przecież tam się wychowali. Ten dom zawsze pozostanie w ich myślach taki sam.
Gdy byli już w domu Olivia postanowiła zadzwonić do Jill. Jednak spotkanie w takiej sytuacji było konieczne, chociażby po to, aby dowiedzieć się czegoś o tajemniczym domu w Toskanii.

~ ~ ~     

-Przepraszam, że tak wtedy zareagowałam.- zaczęła rozmowę Olivia.  
-Nie ma sprawy. Rozumiem twoje emocje. Dobrze, że zadzwoniłaś, bo muszę ci coś dać.- odpowiedziała Jill.  
-W takim razie spotkajmy się tam gdzie ostatnio.  
-Dobrze, tylko kiedy?  
-Najlepiej jak najszybciej.  
-A więc do zobaczenia za godzinę w The Last Palm In Africa.

~ ~ ~  

-Wychodzę!- krzyknęła Ovi.  
-Nie musisz tak krzyczeć. Ten dom nie jest wcale taki wielki.- odpowiedział spokojnie Jerry.  
-Ok. Nie mogę się przyzwyczaić, że jesteśmy sami. Zawsze byli tu jeszcze rodzice...  
-Dobra dobra. Gdzie idziesz?- zmienił szybko temat, bo widział, że łza już blisko.  
-Umówiłam się w Columbii... z koleżanką...  
-Koleżanką...  
-Ze studiów.  
-Już dobrze, nie jestem...- tu zawiesił głos. Nie chciał powiedzieć "naszą matką", bo przed chwilą sam zakończył ten temat.- Kiedy będziesz? Chcę wiedzieć, bo...- znowu urwał, ale nie musiał się tłumaczyć, bo siostra rzuciła szybkie "O szóstej" i wybiegła z domu.

~ ~ ~  

-Mówiłaś, że coś dla mnie masz...- powiedziała niecierpliwie Olivia.  
-Ach tak. To list. Ale otwórz go dopiero w domu. Nie chcę, żebyś zadawała jakieś pytania. Nie wiem na jego temat nic. Po prostu miałam ci go dać i tyle.  
-Dobrze. Nie ma sprawy.  
-Ale to ty chciałaś się spotkać. Chcesz się jednak czegoś dowiedzieć?  
-Tak, bo chodzi o to, że...  
-Śmiało.  
-Jeremy podczas wypadku "widział" jakiś dom, chyba włoski, w Toskanii.  
-No cóż. To tam wasi rodzice spędzili najwięcej czasu. Przez całe życie podróżowali, a ten dom był oazą, do której wracali każdego lata, choćby na dzień lub dwa. Myślę, że jest o nim powiedziane coś w tym liście. Na razie nie mogę ci więcej powiedzieć. Wskazówki są w liście. Czytaj uważnie...

~ ~ ~  

Był słoneczny poranek. Okna pokoju Olivii wychodziły na południe. Musiało być już późno, skoro słońce raziło coraz mocniej. Ze snu wyrwał ją dźwięk głośnej muzyki. Wsłuchała się uważniej. Było to Birthday Beatlesów. No tak. Ulubiona piosenka Jeremy'ego- pomyślała. Ale nadal była zaspana. Wczoraj do późna czytała list i próbowała go zrozumieć.  
-NAPRAWDĘ NIE MOŻNA TROCHĘ... ciszej...  
-Niespodzianka!!!

6 mar 2011

Rozdział trzeci

Czy to możliwe? Nie wierzę. To wszystko siedziało w głowie Olivii. Myślała o rozmowie z nieznajomą...
~ ~ ~
-Wejdźmy tutaj- zaproponowała kobieta.
-Dobrze, o ile powie mi pani o co w tym wszystkim chodzi.
-Tylko spokojnie.
-Dzień dobry. Co podać?- spytała kelnerka podchodząc do stolika
-Dwa razy cappuccino.- odpowiedziała nieznajoma.
-Zaraz przyniosę.
-Skąd wiedziałaś... znaczy skąd pani wiedziała...
-Lepiej przejdźmy na "ty". Jestem Jill.
-Olivia. A więc skąd wiedziałaś, że lubię cappuccino?
-No cóż. Wiem o tobie znacznie więcej.
-A dokładniej...
-To może zacznę od początku.
-Byłoby najlepiej.
-Na początek powiedz mi czy wiedziałaś, że twoi rodzice... że nie są waszymi biologicznymi rodzicami?
-Ale jak to? Nie wierzę! Co ty wygadujesz?! Wydaje mi się, że ta rozmowa nie ma sensu.- wykrzyknęła Olivia wstając od stolika.
-Gdybyś jednak zmieniła zdanie...- podała jej swoją wizytówkę.
~ ~ ~
Teraz siedziała na parapecie i pijąc cappuccino myślała czy dobrze zrobiła kończąc rozmowę. Chyba poniosły ją emocje. Wygrzebała z torebki wizytówkę Jill i już miała dzwonić, kiedy obudził się Jeremy.
-Cześć braciszku.
-Cześć siostra. Dzięki, że przyjechałaś.
-Nie ma sprawy. W końcu jesteś moim bratem.
-W sumie. A tak w ogóle to mam do ciebie pytanie.
-No słucham.
-Chodzi o to, że podczas wypadku, tak jak mówią, całe życie przeleciało mi przed oczami. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mały szczegół... Czy my byliśmy kiedyś we Włoszech?
-Nie przypominam sobie, ale...
Nie dokończyła, bo uznała, że lepiej będzie jak Jeremy nie będzie wiedział o jej rozmowie z Jill, a miała przeczucie, że Włochy też są związane z tą sprawą.